Mój dziadek, 72 kilometry piechotą i lekcja życia w Górach Świętokrzyskich Nigdy nie poznałam swojego ojca, ale mam to ogromne szczęście, że jako dorosła osoba nadal mam obok siebie sprawnego, pełnego energii dziadka. To on od zawsze był dla mnie największym życiowym wzorem. Mimo że ma już prawie 70 lat, przeciętny trzydziestolatek wciąż nie ma …
Mój dziadek, 72 kilometry piechotą i lekcja życia w Górach Świętokrzyskich
Nigdy nie poznałam swojego ojca, ale mam to ogromne szczęście, że jako dorosła osoba nadal mam obok siebie sprawnego, pełnego energii dziadka. To on od zawsze był dla mnie największym życiowym wzorem. Mimo że ma już prawie 70 lat, przeciętny trzydziestolatek wciąż nie ma z nim żadnych szans w kwestii wydolności. Mój dziadek od czterdziestu lat biega i nawet teraz, w tym wieku, każdego poranka z żelazną konsekwencją pokonuje swoje 10 kilometrów. To on pokazał mi, jak ważna jest sprawność fizyczna i udowodnił, że ruch to po prostu świetna sprawa.
Nauka, ciekawość świata i codzienne nawyki
Poza sportem dziadek zaszczepił we mnie chęć do ciągłej nauki, ciekawość świata oraz zdrowe podejście do odżywiania. Nawet moje ukochane jogurty, które jem każdego dnia, to nawyk zaczerpnięty bezpośrednio od niego. Przyznaję, że jest to człowiek o niezwykle twardym charakterze. Czasami naprawdę ciężko się z nim dogadać, a do tego autentycznie bawią go memy dla boomerów. Mimo tych drobnych zgrzytów międzypokoleniowych za nic w świecie nie zamieniłabym go na nikogo innego.
Jesienna tradycja i 72 kilometry na nogach
Od lat pielęgnujemy naszą żelazną tradycję. Raz do roku, zawsze jesienią, pakujemy plecaki i jedziemy w góry podbijać szczyty, a czasem te nieco mniejsze szczyciki. W tym sezonie nasz wybór padł na Góry Świętokrzyskie. Zamiast powolnych spacerów, narzuciliśmy sobie mocne tempo. W zaledwie dwa dni zwiedziliśmy muzeum porcelany, lokalny skansen, kopalnię krzemienia, muzeum geologiczne oraz Jaskinię Raj. Na sam koniec wyprawy wdrapaliśmy się na Łysą Górę, maszerując klimatycznym szlakiem wiedźm i starych pogańskich stworów.
Całą tę trasę, liczącą dokładnie 72 kilometry, pokonaliśmy wyłącznie na własnych nogach. To był czas potężnego wysiłku fizycznego, ale jednocześnie najlepszy możliwy reset dla głowy. Obserwowanie dziadka, który w tym wieku z taką lekkością pokonuje kolejne kilometry, to potężna dawka motywacji. Już teraz nie mogę się doczekać naszej przyszłorocznej wyprawy.




